dark eden
Wszelkie materiały na tej stronie zamieszczone są wyłącznie w celach informacyjnych i podlegają prawom autorskim ich twórców. | jeremiasz@darkeden.pl | www.darkeden.pl | © 2009 - 2011 grafik.gda.pl
karty DE
karty Genesis
dark eden
Aktualizacje
01.08.11 Galeria
01.08.11 Turnieje
28.06.11 Pobieralnia
28.12.10 Pobieralnia
28.12.10 Błędy w grze
Mapa graczy
Avangarda VII - 2011
Turniej na Avangardzie VII

wydrukionline.com.pl
dark eden

Fan Art

Start

W tym dziale przedstawiam naszą twórczość - każdy kto zechce podzielić się z innymi graczami swoją twórczością, może przesłać swoje prace do mnie a ja umieszczę je tutaj.
Na początek prace Dungala.




Genesis

Ilustracja Dungala do dodatku Genesis.
Z tej ilustracji zaczerpnąłem kilka fragmentów do kart z dodatku Genesis.
Poniżej te karty:




Duma Templariusza

Opowiadanie Dungala

Sartre - rys. Dungal

Sartre szedł już wiele godzin w szeregu swojego oddziału Żołnierzy Hordy, prowadzonego przez ich Centuriona Loune`a, wzbijając tumany pustynnego pyłu. Należał do głównej siły armii Templariuszy i był dumny z tego, że jego łysą głowę zdobi tatuaż dwóch skrzyżowanych kłów: ich świętego symbolu. Był wybrańcem, podobnie jak jego bracia. Patrzył z pogardą na zwykłych Legionistów werbowanych ze słabszych, nic nie znaczących plemion tego świata. Świata, który bez wątpienia należy do Templariuszy. Bowiem któż inny, jak nie oni są jego prawowitymi władcami, zupełnie przystosowanymi do życia w nim. Inni są przeżytkiem, odpadkiem ludzkości, który trzeba usunąć, lub nawrócić.

Jego oddział razem z dwudziestoma Legionistami podążał przez zachodnie tereny tego co, jak podają księgi, zwane było kiedyś Europą, tak dawno, że gdyby nie one nikt by nie poznał jej nazwy. Lecz teraz tereny te są polem walki, między ziemiami Templariuszy a znienawidzonymi Synami Rasputina. Właśnie ostatnio jeden z plutonów zaginął, wysłany na bitwę o władzę nad jednym z regionów, znajdującym się na spornym terytorium. Grupa Loune'a została wysłana przez samego Przywódcę Montagne'a jako wsparcie i rozpoznanie, podejrzewa się bowiem na podstawie zdobytych informacji, że nawet jeżeli podłe 'Psy' Rasputina, pokonały siły Templariuszy to na pewno są znacznie osłabione, a ich ilość nie może być duża.

Sartre głęboko wciągnął w swoje doskonałe płuca zatrute dla innych powietrze. Wchodzili właśnie na skaliste wzgórze, by spojrzeć z niego, swoim wyostrzonym wzrokiem, na terytorium walk. Podnosząc wysoko nogi poprawił zwisający na ramieniu karabin i ogromny miecz Hordy na swoich plecach. Nagle ujrzał jak jeden z Legionistów wdrapujący się mozolnie pod górę, potknął się o kamień i upadł na kolana. Przechodząc obok chwycił go z całej siły za 'szmaty', zerwał z ziemi i popchnął by szedł pod górę.
- Ruszaj się śmieciu bo zetnę ci łeb! Nie potrzebujemy słabeuszy!

Gdy dotarli na szczyt, Loune nakazał Legionistom schować się za skałami a razem ze swoimi Żołnierzami przykucnęli, bacznie obserwując rozległe tereny wyżyn. Słońce było już w zenicie i zalewało swoimi promieniami wszystko dookoła rozmywając krajobraz. Dowódca przymrużył swoje zupełnie białe oczy...
- Widzę jakiś obiekt, chyba Blitztank Rasputinów, wrak. - po oddziale przeszedł pomruk zadowolenia.
- Jest też pełno ciał, zarówno naszych jak i wroga oraz... - przerwał na chwilę - Centurion wbity na nasz sztandar.
- A to psy. Będą błagać o litość kiedy będziemy ich ciąć na kawałeczki. - wycedził Sartre zaciskając szczęki. Ruszamy! Zapłacą nam za to! - zawołał Centurion Loune dając znak do zejścia.

Grupa zebrała się i wszyscy zaczęli schodzić łagodnym zboczem w stronę pobojowiska. Zszedłszy bezpiecznie, kroczyli teraz pomiędzy skałami, bacznie obserwując każdy ich zakręt i załom. Wszyscy mieli wzmożoną czujność - wszędzie mógł czaić się na nich wróg. Co jakiś czas przystawali by robić rozpoznanie w terenie. W końcu zaczęli napotykać na pierwsze zwłoki, w większości zżarte przez padlinożerców i gdyby nie mundury Rasputinów czy szaty Templariuszy, nie rozpoznaliby ich przynależności. W powietrzu unosił się słodkawy zapach śmierci, tym silniejszy im bardziej zbliżali się do miejsca ostatecznej bitwy. Kiedy byli już bardzo blisko Loune nakazał Legionistom pójścia przodem w zwartej formacji, do swojego oddziału rzekł natomiast: Trzymajcie się blisko skał i uważajcie na atak z góry. Bracia! Świat należy do nas! Odbierzmy co nasze! - wyciągnął swoją maczetę i uniósł ją wysoko w górę. Na ten znak Sartre i reszta jednocześnie przyklękli.

Wyszli z ostatniego wąwozu i wkroczyli na otwartą przestrzeń trzymając się łańcucha skał ciągnącego się łukiem po ich prawej stronie. Ich oczom ukazał się rozległy obraz pola bitwy, oblicze brutalnej wojny i krwawego zniszczenia. Szczątki ofiar pokrywały cały obszar i z ziemi sterczało wiele ekwipunku. Teraz z bliska mogli zobaczyć ogromny wrak, spalonego czołgu Synów Rasputina. Lecz żywego wroga nie znaleźli, same trupy. Czyżby Synowie... Nagle zrobiło się jakby ciemniej, powietrze stało się duszne i wszystko wokół oplotła mroczna aura. To nie Rasputinowie, Sartre znał to uczucie, to był Legion Ciemności!

Nagle przed nimi zza skał zaczęły dobiegać przeraźliwe jęki Ożywieńczych Legionistów. Ich poskręcane ciała zaczęły wypełzać ze skalnego jaru zalewając swoją ilością Templariuszy. Podniósł się przeraźliwy wrzask idących na przedzie. Loune ryknął z całych sił do marnych Legionistów:
- Na rzeź ścierwo! Jesteście po to by ginąć w imię honoru! Walić w nich! - na ten okrzyk wszyscy zaczęli 'pruć' do tych bezrozumnych bestii wyzwalając ogromny huk serii z karabinów.

Sartre nienawidził tych poskręcanych, ożywionych trupów co najmniej tak jak Synów Rasputina. Nie wiedział skąd te zastępy przybyły ale był pewien jednego: trzeba zakończyć tą marną egzystencję. Ich zgraja runęła na Legionistów, którzy ostrzeliwali się ze wszystkich stron. Stwory Ciemności strzelały niecelnie, zadając więcej strat w walce wręcz - wgryzając się w ciała swych wrzeszczących ofiar, rozszarpując ich na kawałki. Ich ilość zaczęła przelewać się przez Legionistów, na co czekał z niecierpliwością Sartre. Z uśmiechem na twarzy zwiesił swój karabin i posyłając seriami ciężkie kule, które rozrywały na kawałki kalekie kreatury. Łuski sypały się na wszystkie strony wyrzucane z głuchym łoskotem, ogień z luf oświetlał zasnuwający jego oddział, gęsty dym, huk i wrzask wypełniał uszy. Nagle jeden ze stworów rzucił się na karabin Sartre'a przygniatając go do ziemi. Templariusz zostawił mu go, zrzucając pas z ramienia, prawą ręką chwytając jednocześnie za dwuręczny miecz, którym z całej siły odrąbał bark stwora. Miecz wbił się w ziemię. Chwyciwszy go oburącz, zrobił dźwignię za pomocą pleców i z impetem przepołowił następnego. Nagle ze skał dobiegł przeraźliwy ryk, a po nim rozdzierającą bębenki seria z jakiegoś ogromnego działka.
- To Pretoriański Łowca! Idę po niego! - krzyknął z całych sił Loune, przedzierając się przez ogłuszający hałas.

Sartre nie widział swojego Centuriona ale postanowił mu pomóc. Biegnąc zakręcił z ogromną siłą młynek dzięki, któremu pozbawił kolejnego przeciwnika rąk, a następnego nóg. Ujrzał jak grupa stworów celuje w jego kierunku z karabinów. Chwycił jednego z Legionisty Templariuszy, robiąc z niego żywą tarczę. Kule dziurawiły jego ciało i odbijały się od naramienników Sartre'a, który wydając bojowy ryk, szarżował na przeciwników. Zanim do nich dotarł, wykopał zmasakrowane ciało przed siebie. Pierwszego z grupy przeszył sztychem przebijając wpierw zakrwawione zwłoki nieużytecznej już 'tarczy'. Wyskoczył i odepchnął ciała wyrywając miecz. Zrobił unik przed dwoma ciosami i zakręcając szeroki łuk przerąbał trzech następnych, oddzielając każdemu połowy ciała. Zaślepiony furią, parł przed siebie ścinając wrogów jak zborze, wyrzucając w powietrze czarną posokę i fragmenty ciał. Jeden ze stworów rzucił mu się od tyłu na szyję. Sartre gwałtownie schylił się i przerzucił go nad głową. Wróg upadł z łoskotem na ziemię a on dobił go mieczem. Dobiegł do skał i ujrzał jak wielkie pociski rozrywają zarówno Templariuszy jak i Ożywieńczych Legionistów, posyłając ich strzępy w powietrze. Zawiesił swój miecz na plecy i zaczął się wspinać po stromej skale. Parę kul świsnęło obok niego krusząc kamień i zasypując go pyłem. Gdy dotarł na szczyt, schylił się, biegnąc w kierunku Łowcy. Kiedy ujrzał go na dole, w wąskiej kotlinie, wydobył miecz. Wyskoczył ze skały i trzymając go oburącz ostrzem na dół, runął na niego z całych swoich sił. Miecz przeszył bark przeciwnika prawie pozbawiając go ręki ale zaklinował się w grubym pancerzu. Łowca zawył posyłając serię w powietrze. Tą okazję wykorzystał wyłaniający się z chmury dymu Centurion, który wystrzelił z pistoletu w głowę bestii pozbawiając go oka. Sartre z całych sił zaparł się nogami i zaczął ze zgrzytem przekręcać miecz, wreszcie całkowicie odcinając rękę, która upadła razem z karabinem 'wypluwającym' resztki serii. Loune zamachnął się swoją maczetą i z całych sił wbił ją w tryskający posoką kikut dochodząc głęboko do nekrobionicznego serca. Pretoriański Łowca chwiał się przez chwilę na nogach po czym padł na ziemię wzbijając tumany pyłu.

Załatwione - dowódca skinął głową. - Jako, ze jesteś najodważniejszy z Żołnierzy, ruszysz niezwłocznie do osady i zdasz raport. Powiedz, że tu czai się Legion i, że może go być więcej. Ruszaj! Niech Matka Ziemia Ci błogosławi!